13 czerwca 2018

Czerwcowe miesięczne spotkanie wolontariuszy  poświęciliśmy osobie nader ważnej w rozwoju polskiej tradycji hospicyjnej – Hannie Chrzanowskiej, prekursorce pielęgniarstwa środowiskowego. Hanna Chrzanowska została beatyfikowana w tym roku – 28 kwietnia w Sanktuarium Bożego Miłosierdzia w krakowskich Łagiewnikach. Sarkofag ze szczątkami błogosławionej znajduje się pod ołtarzem Niepokalanego Poczęcia Najświętszej Marii Panny w kościele św. Mikołaja w Krakowie. Świątynia ta została ustanowiona sanktuarium błogosławionej Hanny Chrzanowskiej.

Losy i drogę powołania tej wybitnej pielęgniarki przedstawiła wolontariuszom Urszula Napierała.

Hanna Helena Chrzanowska urodziła się 7 października 1902 roku w Warszawie. Była córką znakomitego polonisty prof. Ignacego Chrzanowskiego h. Korab i posażnej panny Wandy Szlenkier. Miała starszego o dwa lata brata Bohdana. Przodkowie Hanny Chrzanowskiej „po mieczu” to w większości osoby wybitne, o historycznych nazwiskach. Spośród krewnych najbardziej znani to: Henryk Sienkiewicz, Joachim Lelewel i Jadwiga Łuszczewska,

Krewni „po kądzieli” to przemysłowcy, mecenasi sztuki, pedagodzy oraz pielęgniarka, długoletnia dyrektorka Warszawskiej Szkoły Pielęgniarek, fundatorka szpitala dziecięcego w Warszawie – Zofia Szlenkierówna (siostra matki Heleny Chrzanowskiej).

Rodzina Chrzanowskich przeniosła się z Podlasia do Krakowa, gdzie ojciec otrzymał Katedrę Historii Literatury Polskiej na Uniwersytecie Jagiellońskim. Po zakończeniu szkoły powszechnej Hanna podjęła naukę w prywatnym żeńskim gimnazjum sióstr urszulanek w Krakowie. Po maturze, zafascynowana Legionami Józefa Piłsudskiego, ukończyła krótki kurs pielęgniarski prowadzony przez Amerykański Czerwony Krzyż. Nowo nabyte umiejętności wykorzystała w pielęgnacji żołnierzy rannych w wojnie polsko-bolszewickiej w 1920 roku. W tym samym roku, 18-letnia Hanna rozpoczęła studia polonistyczne na Uniwersytecie Jagiellońskim. Przerwała je, ponieważ wybrała naukę w nowo otwartej Warszawskiej Szkole Pielęgniarek. Po dwuletnim okresie nauki i uzyskaniu dyplomu Hanna wyjechała na roczne stypendium w zakładach służby zdrowia we Francji. Po powrocie do kraju, podjęła pracę, jako instruktorka w Uniwersyteckiej Szkole Pielęgniarek i Higienistek w Krakowie. Pracę tę musiała przerwać ze względu na pogarszający się stan zdrowia, zdążyła jednak podjąć pierwsze próby wdrożenia do programu szkoły „pielęgniarstwa domowego”.

Od 1929 roku Chrzanowska została redaktorem naczelnym miesięcznika „Pielęgniarka Polska”, gdzie zamieszczała również swoje artykuły, Była współredaktorką podręcznika dla pielęgniarek „Zabiegi pielęgniarskie” wydanego w 1938 roku, wznawianego w kraju i za granicą.

W okresie międzywojennym próbowała również swoich sił literackich. Wydała dwie powieści. W książkach tych bohaterki przechodzą głęboki wewnętrzny przełom w życiu i zwrot ku Bogu.

Wybuch II wojny światowej zastał Hannę w Warszawie. Gdy powróciła do Krakowa, podjęła obowiązki w Sekcji Charytatywnej Obywatelskiego Komitetu Pomocy, utworzonego przez ks. metropolitę Adama Stefana Sapiehę.

W listopadzie 1939 roku prof. Ignacy Chrzanowski został aresztowany i wraz z innymi profesorami uczelni krakowskich wywieziony do obozu na terenie Niemiec gdzie zmarł. W tym samym czasie w Katyniu został zamordowany jej brat Hanny – Bohdan. 

Chrzanowska objęła kierownictwo Działu Opieki nad Uchodźcami i Wysiedlonymi. Głód, wszawica, czerwonka, tyfus, gruźlica, rany i obrażenia poniesione w działaniach wojennych, to problemy, z jakimi codziennie borykały się pielęgniarki. Trzeba było organizować zakłady opiekuńcze, noclegownie, domy dziecka. Chrzanowska osobiście zajmowała się adopcją sierot i poszukiwaniem rodzin zastępczych. Ukrywała żydowskie dzieci.

Po zakończeniu wojny Hanna Chrzanowska powróciła do pracy pedagoga. Gdy w 1946 roku wyjechała do Nowego Jorku na półroczne stypendium, gdzie udało jej się poznać amerykańskie pielęgniarstwo domowe. Po powrocie do kraju wdrożyła do programu nauczania przedmiot „Pielęgniarstwo domowe” wraz z praktykami. Uczyła trudnej sztuki pielęgnowania chorego w domu, wymagającej solidnej wiedzy fachowej, samodzielności, bez oparcia lekarza, oraz taktu i poszanowania praw gospodarza.

Mając na uwadze stronę duchową pacjentów, rozpoczęła działalność formacyjną wśród pielęgniarek. Organizowała rekolekcje i dni skupienia. Mówiła o powołaniu do pielęgniarstwa i etosie pracy pielęgniarki. Swoją wiarę pogłębiała u benedyktynów w Opactwie Tynieckim. Zaangażowanie religijne Chrzanowskiej było źle widziane w szkole,  okrzyknięto ją „klerykałką”.

Z pomocą ks. Karola Wojtyły Hanna Chrzanowska zaczęła organizować opiekę pielęgniarską przy krakowskich parafiach. Aby przekonać do takiego działania, mówiła: „Do chorego nieumytego i nie nakarmionego, Słowo Boże dociera z trudem lub nie dociera wcale”.

Była inicjatorką domowego hospicjum oraz opieki długoterminowej i terminalnej. Napisała podręcznik szkolny „Pielęgniarstwo w Otwartej Opiece Zdrowotnej” (1960), który był kilkakrotnie wznawiany. Szkoliła siostry zakonne, organizując dla nich kilkumiesięczne kursy sanitarne, zakończone egzaminem i wydaniem świadectwa, podpisanego przez ks. kardynała Wojtyłę. Jego zaś osobiście zawiozła w okresie Wielkiego Tygodnia do domów obłożnie chorych.

Od 1964 roku rozpoczęła organizację rekolekcji dla chorych w Domu Rekolekcyjnym Salwatorianów w Trzebini.

Hanna z pomocą Karola Wojtyły zainicjowała działalność wolontariatu. Do obsługi turnusów rekolekcji dla chorych zgłaszali się studenci, klerycy oraz inni ochotnicy. Do transportu, często ze swoimi samochodami, zgłaszali się lekarze, dziennikarze, księża, inżynierowie. Na co dzień żyła Eucharystią i Ewangelią. Kochała muzykę Beethovena, słuchała Pendereckiego, bywała w teatrach i niekiedy w Piwnicy pod Baranami.

Postępująca choroba nowotworowa osłabiała ją. Przykuta do łóżka pamiętała o chorych, przekazując im swój skromny dobytek.

Zmarła 29 kwietnia 1973 roku w opinii świętości. 25 lat później rozpoczął się jej proces beatyfikacyjny. W 2015 r. ogłoszono dekret o heroiczności życia i cnót Hanny Chrzanowskiej. Do beatyfikacji brakowało tylko cudu, za który uznano nadzwyczajne wydarzenie z 2001 roku, gdy 66-letnia kobieta doznała wylewu krwi do mózgu, połączonego z jednoczesnym lekkim zawałem serca. Efektem był paraliż obu nóg i jednej ręki. Jej stan był na tyle katastrofalny, że nie nadawała się do operacji. Dlatego też przewieziono ją na oddział zachowawczy. Tam z chorą nie było kontaktu, a personel utrzymywał jedynie jej czynności wegetatywne: oddychanie, bicie serca itd. Nie dawano kobiecie dużych szans na przeżycie. Gdyby jednak nawet nie umarła i odzyskała przytomność, to i tak pozostałby niedowład; zaburzenia mowy oraz ciągła hospitalizacja. W czasie śpiączki chorej przyśniła się Hanna Chrzanowska. Uśmiechała się i zapewniała: „Wszystko będzie dobrze”. Wkrótce kobieta wybudziła się, a zaskoczeni lekarze stwierdzili, że ich pacjentka nie tylko normalnie mówi, ale też rusza unieruchomionymi do tej pory kończynami. Leczenie trwało, ale ostatecznie mieszkanka Krakowa powróciła do zdrowia.

Dlaczego jednak akurat w tej konkretnej sprawę zainterweniowała przyszła błogosławiona? Otóż uzdrowiona kobieta miała koleżankę pielęgniarkę. W dniu, w którym miały miejsce wylew i zawał pielęgniarka ta uczestniczyła w comiesięcznej mszy świętej odprawianej z prośbą o beatyfikację Hanny Chrzanowskiej. Uczestniczkami tych eucharystii były członkinie Katolickiego Stowarzyszenia Pielęgniarek i Położnych, do którego należała wspomniana pielęgniarka. Ona też wezwała koleżanki do odmówienia nowenny w intencji uzdrowienia chorej 66-latki z Krakowa za przyczyną Sługi Bożej Hanny Chrzanowskiej.

 

Hanna Chrzanowska jest autorką „Rachunku sumienia dla pielęgniarki”. TUTAJ znajdziesz jego fragmenty, które są bardzo uniwersalne – mogą służyć do refleksji każdej osobie aktywnej zawodowo.

 

Wybrane myśli i cytaty Hanny Chrzanowskiej:

Pielęgnując chorego, niosąc mu ulgę, umożliwiamy „ludzkie życie” całemu człowiekowi. Zmniejszając udrękę cielesną, wyzwalamy myśl, wyzwalamy ducha spętanego cielesnymi więzami.

*

Jedna cecha wspólna da się zauważyć [u chorych], a mianowicie skoncentrowanie się na własnych potrzebach, wyobcowanie się ze świata. Występuje to w większym lub mniejszym stopniu, czasem przyjmuje postać właśnie przykrą. Temu nie można się dziwić, tym bardziej nie można się oburzać. Trzeba to przyjąć jako zrozumiałe zjawisko. Troszkę sobie wyobraźmy – troszeńkę, bo całkowite wczucie się w chorego dla nas zdrowych jest wręcz niemożliwe, co by z nami było, gdybyśmy stanęli, a raczej położyli się na ich miejscu. (…) Odwrotnie, zamiast mieć do nich pretensje, trzeba się dziwić, że są tylko tak wymagający, tylko tak niecierpliwi (…).

*

Czyn, bardzo prosty czyn, to może być bardzo wiele. Kiedyś pewna kobieta podczas odwiedzin ciężko chorej robotnicy chorej na raka, po prostu umyła jej nogi. Nazajutrz chora powiedziała jej bardzo poważnie, z wielkim namysłem: „Pani mi wczoraj umyła nogi. W nocy myślałam sobie tak: Pan Jezus robił to samo”.

*

Nie można mówić choremu: „Jesteś szczęśliwy, że cierpisz, Pan Jezus cię kocha i dlatego cierpisz”. Pewnie, że to prawda, ale to do chorego nie trafia, nawet może stać się jakąś przegrodą od Boga. Może trafić do pewnych ludzi, ale nie jako szablon, a o to tutaj chodzi. Na podstawie wypowiedzi naszych chorych i naszych doświadczeń możemy stwierdzić, że w większości wypadków najlepiej na pytanie: „Dlaczego? Po co ?” odpowiedzieć po prostu, że to tajemnica Boża, tak samo, jak tajemnicą Bożą jest męka Chrystusa. To jest przecież prawda. Chory zbuntowany, oczekujący dyskusji na ten temat, wobec takiego stanowiska milknie, jakoś się uspokaja, nabiera zaufania. I to jest podłoże, na którym z czasem wyrośnie dalsza prawda, ta pełna prawda, która wyswobodzi, wyzwoli chorego. A przecież chorym tak bardzo potrzeba wolności. Nie zmieni się ich niewola cielesna, ale opadną, a przynajmniej rozluźnią się więzy duchowe. My w ten sposób torujemy drogę kapłanowi.

*

Pielęgniarka syta, wyspana, wypoczęta, dużo więcej zdziała niż słaniająca się bohater-męczennica. (…) Typ osób, które w samozachwycie chwalą się: „Nie miałam rano czasu ani chwili na pierwszy posiłek, a obiad jadłam około piątej” taki typ wcale nie zasługuje na podziw. Świadczy to o nieumiejętności gospodarowania zarówno czasem, jak i własnymi siłami.

 

icon

Prezes Hospicjum Teresa Buczak

"Tam, gdzie pojedynczy człowiek nic nie znaczy, a jego upór jest bezowocny, wspólny wysiłek daje ogromne efekty − jesteśmy tego świadkami już dziś".

Nasi patroni i partnerzy:

Zapisz się do newslettera

Wolontariat

Ty też możesz być wolontariuszem

Dowiedz się więcej